Młodzi młodym - dar abstynencji - Bez alkoholu - świadectwo

 

2.Bez wpadek, bez alkoholu, bez obciachu…

 

Tak bawiliśmy się w gronie naszej rodziny i przyjaciół - na 100%, bez lęku, bez udawania, do białego rana! Poznaliśmy się z mężem w oazie. I choć więcej nas dzieliło niż łączyło, to po kilku latach "kumplowania się" zostaliśmy parą. Oboje byliśmy już wtedy członkami Krucjaty i z każdym dniem, jak dojrzewała w nas decyzja o zawarciu związku małżeńskiego, dojrzewało w nas także pragnienie zorganizowania wesela bez alkoholu. Ale z każdym krokiem ku naszej wspólnej przyszłości odbijaliśmy się od kolejnej ściany. Najpierw ściany niezrozumienia ze strony najbliższych, później ściany niedowierzania znajomych i przyjaciół, wreszcie ściany wątpliwości powodzenia takiego przedsięwzięcia. Nie chcieliśmy jednak rezygnować. Postanowiliśmy zrobić wszystko, aby nasze wesele stało się świadectwem kultury i stylu życia, którym chcieliśmy podzielić się z naszymi gośćmi. Znaleźliśmy lokal, który z entuzjazmem podszedł do naszego pomysłu, poprosiliśmy profesjonalną wodzirejkę zabaw bezalkoholowych o animowanie wesela, dzięki czemu powstał kompletny, ciekawy i mądry scenariusz zabawy. I modliliśmy się, by nie zabrakło nam odwagi... Do zaproszeń załączyliśmy informację, że wesele będzie bezalkoholowe i czekaliśmy na potwierdzenie przybycia. Nikt nie odmówił! Stawili się wszyscy! Piękni, uśmiechnięci i ciekawi obrotu sprawy... Dlatego priorytetem w naszych staraniach było ukazanie, że brak alkoholu nie oznacza pustki, próżni czy nicości, ale że jest nową propozycją, nowym stylem zabawy i życia. Jest pozytywną alternatywą! Zamiast lampki szampana na powitanie, podzieliliśmy się z gośćmi chlebem niesionym wcześniej w procesji z darami podczas Eucharystii. Zamiast toastu na rozpoczęcie zabawy - przedstawiliśmy sobie nawzajem nasze rodziny. A później... zabawa trwała póki starczyło sił! Oprócz tradycyjnych tańców były konkursy z nagrodami, specjalne konkurencje dla dzieci i zadania dla dorosłych. Nikt nie potrzebował dodawać sobie odwagi, nikogo nie trzeba było na siłę ciągnąć na parkiet, nikt nie snuł się po kątach z mimiką twarzy zdradzającą zażenowanie, nudę czy chęć dezercji. Wspólnie uczyliśmy się różnych układów choreograficznych i stylów tanecznych, zaśmiewając się przy tym do łez! Nie zabrakło też chwil wyjątkowo pięknych - na naszym weselu złoty medal w tej kategorii zrobił walc z zapalonymi świecami (w ramach tzw. "oczepin").  Dla większości gości była to pierwsza w życiu impreza bezalkoholowa, w której brali udział. Bez fałszywej grzeczności, wielokrotnie dziękowali nam potem za zaproszenie. Dziś wiemy, że było warto starać się, trochę też walczyć i zabiegać! Że był to dobry początek naszej wspólnej drogi, ale też dobry początek budowania relacji z rodziną i najbliższym otoczeniem, ustalenia priorytetów i granicy ingerencji w podejmowane przez nas decyzje. Dziękujemy Panu Bogu za odwagę i odrobinę konsekwencji, za przyjaciół, którzy wtedy nie zawiedli (i nie zawodzą nadal) oraz za otwartość serc i nieskrywany entuzjazm naszych gości!
Sylwia i Marcin, Eleuteria nr 92, 4/2012. www.eleuteria.oaza.org.pl

     

3.Krucjata to zmaganie. Mam na imię Ania. Moja droga w Krucjacie Wyzwolenia Człowieka jest drogą walki. Po raz pierwszy deklarację kandydacką podpisałam na ONŻ II stopnia w 1996 r. W moim domu bardzo rzadko pojawiał się alkohol, nie miałam więc problemów związanych z jego nadużywaniem przez najbliższych. Krucjatę podpisałam jako konsekwencję przyjęcia drogowskazów i z chęci niesienia pomocy potrzebującym. W roku, w którym podpisałam deklarację, wśród moich rówieśników zaczęliśmy obchodzić "osiemnastki". Pojawiły się pierwsze pokusy, pierwsze upadki i pierwsze powroty. Kolejne wakacje, kolejne rekolekcje, kolejna deklaracja na rok... i matury, które trzeba było oblać, i choć było to tylko jedno piwo, to przecież znów złamałam się pod wpływem innych ludzi, bo nie potrafiłam odmówić. Takich przegranych walk z pokusą picia było w moim życiu więcej (choć zawsze chodziło tylko o jeden kieliszek...). Kiedy więc stanęłam przed decyzją podpisania Krucjaty członkowskiej, byłam pełna obaw - bo jak wytrwać jeśli dotychczas się nie udawało? Z duszą na ramieniu niosłam deklarację na ołtarz w kościele Dobrego Pasterza w Krościenku. Mimo, że nie od razu obawy znikły, Pan Bóg dał mi wielką łaskę wytrwania w Krucjacie. Okazje do picia zdarzały się, ale tym razem miałam w sobie ogromne poczucie wolności, że ja właśnie nie muszę wypić, że mogę odmówić, że mogę świetnie się bawić bez "wspomagaczy"... Potem przyszedł czas głębszego kryzysu. Kryzysu egzystencjalnego, osobowościowego, a także kryzysu wiary. Prawie przestałam się modlić, na mszę świętą chodziłam już tylko w niedzielę. Zaczęłam wpadać w różne zniewolenia. W końcu stwierdziłam, że trwanie w Krucjacie jest tylko obłudą i nie odzwierciedla tego czym żyję (mimo, że nie piłam alkoholu, trwałam jednak w innych zniewoleniach). Po siedmiu latach abstynencji zrezygnowałam z Krucjaty. Ponad rok trwało, zanim po raz kolejny podjęłam decyzję, że jednak chcę być członkiem Krucjaty. Było to na oazie modlitwy w maju 2012 roku, na kroku nowa kultura. Wiem, że jeden podpis nie zmieni mojego życia i że wierność tej decyzji jest wyzwaniem dla mnie. Dzisiaj Krucjatę Wyzwolenia Człowieka odczytuję jako walkę o swoją wolność. Wolność od lęku, co inni o mnie pomyślą, wolność od swojego grzechu, wolność, o którą muszę walczyć każdego dnia i wolność, która jest bezcennym darem Boga i nie mogę tego daru podeptać.
Anna, Eleuteria nr 93, 1/2013, www.eleuteria.oaza.org.pl.

Komentarz do świadectw: Świadectwa pokazują pewne zmaganie o życie w wolności od lęku o to, co pomyślą inni a także o wierność podjętym postanowieniom. Ich bohaterowie podejmują abstynencję przystępując do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, ruchu, który  ma na celu niesienie pomocy osobom uzależnionym m.in. od alkoholu przez dar abstynencji i modlitwę w ich intencji… Jednocześnie członkowie krucjaty zmagają się z trudnościami w wytrwaniu w swych postanowieniach z pewnym mentalnymi stereotypami dotyczącym stylu życia i kultury zabawy, spędzania wolnego czasu, świętowania imienin, urodzin (zwłaszcza tzw. „osiemnastek”) czy wesel…