V. Zrobiliśmy gruntowny i odważny rachunek sumienia z całego życia
- Szczegóły
- Kategoria: Warsztaty biblijne Jezus uwalnia i uzdrawia
Teksty: Łk 15,11-32 (syn marnotrawny); Syr 28,1-7 (urazy); Mt 18,21-35 (przebaczenie).Trwamy na drodze uwolnienia i uzdrowienia podążając jako uczniowie za Jezusem drogą programu 14 kroków.
W kroku pierwszym otwieramy się na fundamentalną prawdę o miłości Boga, naszego Ojca i naszej godności bycia Jego umiłowanymi dziećmi. Prawda ta wynika z tego, że Bóg stwarza duszę ludzką w momencie poczęcia. Z tego powodu każdy człowiek jest chciany i kochany przez Stwórcę, niezależnie od okoliczności jakie towarzyszyły początkom jego życia. Przez grzech pierworodny utraciliśmy życie Boże (łaskę uświęcającą). Godność przybranych córek i synów Boga otrzymaliśmy na chrzcie św., dzięki odkupieniu dokonanemu przez Syna Bożego. W drugim kroku przyznajemy się do naszej kondycji grzeszników zranionych przez grzech pierworodny. W świetle Ducha Św., doświadczając bolesnych skutków naszych nałogów, przyznajemy się do nich. Uczymy się stawiać granice naszym uzależnieniom. Przyznajemy, że jesteśmy wobec nich bezsilni i nie radzimy sobie z naszym życiem. Wierzymy, że Bóg może sobie poradzić z naszymi słabościami, bo już w Chrystusie mocą Ducha Św. pokonał szatana, grzechy i wszelkie zniewolenia, nałogi (krok 3). Dlatego powierzamy Ojcu przez Jezusa w Duchu św. naszą wolę i życie, stawiając Go na pierwszym miejscu w naszym życiu (krok 4). W ten sposób odnawiamy nasz chrzest.
W kroku 5-tym, czas na gruntowny i odważny remanent, rachunek sumienia z całego życia. Przy tym, w odróżnieniu od innych rachunków sumienia, czy spowiedzi generalnych, które już może są poza nami, uwzględniamy też takie kwestie jak urazy, lęki i wstyd.
Uraza to pewna postawa niechęci, gniewu, złości wobec kogoś, lub czegoś. Postawa, czyli względnie trwały stosunek do kogoś lub czegoś. Na postawę składają się: myślenie, przekonania, uczucia i postępowanie. Nie chodzi o same uczucia żalu, gniewu, niechęci, złości itp., które mogą się spontanicznie pojawiać w określonych sytuacjach. Uczucia nie podlegają ocenie moralnej, dlatego nie dzielimy ich na dobre i złe, lub pozytywne i negatywne, lecz na przyjemne i przykre. Spontaniczne pojawianie się w nas uczuć, nie podlega ocenie moralnej, lecz to, co pod ich wpływem zrobimy. Tak więc nie chodzi o uczucie niechęci do kogoś, lecz postawę, w której jesteśmy do kogoś negatywnie nastawieni. Tymczasem Jezus uczy nas, by wobec każdego człowieka zachować postawę życzliwości i przebaczenia. Widać to w nakazie miłości bliźniego (zob. przykazanie miłości Boga i bliźniego), tzw. złotej zasadzie postępowania: „Wszystko więc, co chcielibyście by ludzie wam czynili i wy im czyńcie. Tego bowiem wymaga prawo i prorocy” (Mt 7,12), czy modlitwie Pańskiej. Lekarstwem na urazę jest modlitwa za osobę, lub ludzi do których ją żywimy oraz przebaczanie: „Tego, który się mści, spotka zemsta Pana: On grzechy jego dokładnie zachowa w pamięci. Odpuść przewinę bliźniemu, a wówczas, gdy błagać będziesz, zostaną ci odpuszczone grzechy. Gdy człowiek żywi złość przeciw drugiemu, jakże u Pana szukać będzie uzdrowienia? Nie ma on miłosierdzia nad człowiekiem do siebie podobnym, jakże błagać będzie o odpuszczenie swoich własnych grzechów? Sam będąc ciałem trwa w nienawiści,
któż więc odpokutuje za jego przewinienia? Pamiętaj na ostatnie rzeczy i przestań nienawidzić; - na rozkład ciała, na śmierć, i trzymaj się przykazań! Pamiętaj na przykazania i nie miej w nienawiści bliźniego, - na przymierze Najwyższego, i daruj urazę! (Syr 28,1-7)
Lęk to uczucie strachu, bojaźni przed kimś, np. rodzicami, autorytetami, władzą, lub przed czymś, np. zmianą, niepowodzeniem, utratą pracy, chorobą, wypadkiem, cierpieniem, opuszczeniem, itp. Ludzie uzależnieni często przeżywają wiele z wymienionych, oraz inne lęki. Wśród nich jest też niekiedy strach przed tym, że ktoś się dowie o ich nałogu/ nałogach, że stracą dobre imię, może pracę, kogoś bliskiego, męża, żonę np. w przypadku zdrady. Z lękiem łączy się wstyd. Osoby uzależnione mają poczucie, że uleganie nałogowi/ nałogom, jest czymś niewłaściwym, złym, że powinni przestać, bo to im, lub ich bliskim szkodzi. Tymczasem, często nie potrafią sobie sami poradzić ze swoim uzależnieniem. Według słownika języka polskiego wstyd to przykre uczucie, które występuje, gdy zostanie ujawniony nasz zły postępek, niewłaściwe zachowanie, uczucie zażenowania, itp.[1]
Antidotum na lęk oraz wstyd spowodowany czynną fazą uzależnienia, jest odstawienie nałogowych zachowań i trwanie w abstynencji od nich. Oczywiście nie jest to takie proste. Temat ten był już omawiany w kroku drugim. W tym miejscu wspomnę jedynie o programach i wspólnotach dwunastokrokowych, oraz o terapii uzależnień.
Lekarstwem na pozostałe lęki jest wytrwała modlitwa wdzięczności, w której dostrzegamy i wyrażamy dziękczynienie z powodu bycia nieustannie obdarowywanymi przez dobrego Boga, naszego najlepszego Ojca. Pomaga także modlitwa uwielbienia, w której stajemy w postawie adoracji wobec naszego Stwórcy, Odkupiciela, Uświęciciela, Zbawcy, Tego, który nas uwalnia, uzdrawia, itp. Przykładami takich modlitw jest modlitwa Zachariasza (tzw. benedictus Łk 1,67-80, używany w liturgii godzin w modlitwie porannej, tzw. jutrzni), magnificat Maryi (Łk 1,46-55, stosowany w modlitwie wieczornej, tzw. nieszporach), kantyk Symeona (Łk 2,29-32 obecny w modlitwie przed spoczynkiem, tzw. komplecie), psalmy (np. od 145 do 150) itp. W sytuacjach lęków pomaga też modlitwa zawierzenia i ufności, czytanie i rozważanie stosownych fragmentów Biblii, np. Iz 12, 1-6; Ps 23; 27, powierzanie swoich spraw Bogu Ojcu przez wstawiennictwo Maryi, świętych, w Eucharystii, na adoracji, w modlitwie z innymi osobami itp. Przydatne może być także korzystanie z pomocy stałego spowiednika, kierownika duchowego, rekolekcji, pielgrzymek do sanktuariów, nowenn, np. nowenny pompejańskiej, itd.
W przypadku przeżywania silnych i długotrwałych leków, może się zdarzyć, że środki duchowe mogą się wydawać (okazać) niewystarczające. W takich sytuacjach można oprócz wspomnianych ćwiczeń duchowych (których nie należy porzucać, jako rzekomo nieskutecznych) rozważyć konsultacje z psychologiem, psychoterapeutą (psychoterapia), czy psychiatrą (farmakoterapia). Niektórzy uzależnieni korzystają ze wspomnianego wsparcia psychoterapeuty i stosują także przepisane przez psychiatrów leki antydepresyjne, czy przeciwlękowe.
Wydaje się też, że swoistym lekarstwem na wstyd spowodowany zaniżonym poczuciem własnej wartości, jest budowanie zdrowego obrazu siebie w oparciu o Słowo Boże. Objawia ono nie tylko prawdę o Bogu, ale też o tym, kim jako ludzie jesteśmy w Jego oczach. W tym sensie Pismo św. jest nie tylko epifanią (objawieniem Boga), ale też antropofanią (ukazaniem prawdy o tożsamości człowieka). W tym momencie możemy przejść do medytacji nad przypowieścią o miłosiernym Ojcu: „Powiedział też: «Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: "Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada". Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: "Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem". Lecz ojciec rzekł do swoich sług: "Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się". I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: "Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego". Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: "Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę". Lecz on mu odpowiedział: "Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się"» (Łk 15,1-32).
Tzw. przypowieść „o synu marnotrawnym” razem z przypowieściami o zagubionej owcy (Łk 15,1-7) i zagubionej drachmie (Łk 15,8-10) stanowią swoisty tryptyk w ewangelii wg św. Łukasza, nazywaną też ewangelią miłosierdzia. Teksty te, a zwłaszcza centralna przypowieść, były często czytane i komentowane m.in. w ogłoszonym przez papieża Franciszka nadzwyczajnym jubileuszu miłosierdzia (8.12.2015-26.11.2016). Z kolei opowieść „o miłosiernym ojcu”, lub „o dwóch synach” nazywana jest też ewangelią w ewangelii. Wydaje się, że ważny jest kontekst, w którym ewangelista umieścił omawiane przypowieści. Pan Jezus opowiada je, gdy schodzili się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać, co powodowało szemranie faryzeuszy i nauczycieli Pisma: „On przyjmuje grzeszników i jada z nimi” (Łk 15,1-2). To jest właśnie dobra nowina; Syn Boży przyszedł szukać i zbawić, tych, którzy zginęli, zagubili się. Lekarz nie jest potrzebny „zdrowym”, a właściwie tym, którzy się za takich uważają i nie przyjmują go, lecz chorym z powodu grzechów, poszukującym pomocy u Jezusa (por. Łk 5,31-32). W tradycji lectio divina, sugeruje się, aby postawić się w miejscu słuchaczy Pana, którym On sam opowiada przypowieści. W tłumie garnących się do Chrystusa celników i grzeszników, można też dostrzec ludzi cierpiących z powodu nałogów swoich oraz cudzych: uzależnionych i współuzależnionych.
W pierwszej przypowieści Bóg zostaje ukazany jako dobry pasterz, który dostrzega brak jednej ze stu owiec i wyrusza na jej poszukiwanie, aż ją znajdzie. Już w księdze Rodzaju Bóg szukał oszukanych przez szatana i zagubionych z powodu grzechu ludzi (por. Rdz 3,9). W Starym Testamencie Bóg był ukazywany jak dobry pasterz swojego ludu (por. np. Ps 23). W Nowym Testamencie sam Jezus nazywa siebie dobrym pasterzem. On poświęca swoje życie za swoje owce, które zna i woła po imieniu (por. J 10,13 nn). Żadnej nie spisuje na straty, nikogo nie przekreśla, bo każdy jest dla niego cenny, ważny, jedyny i niepowtarzalny. Dlatego szuka zagubionych, a gdy ich znajdzie wówczas bierze na ramiona i przynosi, ciesząc się z odnalezionej zguby. Jedna z uczestniczek warsztatów „Jezus wyzwala i uzdrawia”, zapytała kiedyś bacę jak to jest z tym poszukiwaniem zagubionych owiec. Ten odpowiedział jej, że gdy się jakaś zagubi, to on bierze siekierę i gdy ją znajdzie, to zabija. Podobno owca, która się oddaliła od stada, gdyby została do niego przywrócona, wyprowadziłaby inne owce. Ojcu niebieskiemu zależy na każdym człowieku, także tym bardzo poranionym, chorym, czy zagubionym, zniewolonym i cieszy się każdym swoim dzieckiem.
Ukazuje to też druga historia o zagubionej drachmie, jednej z dziesięciu. Drachma to odpowiednik denara, czyli wynagrodzenie za jeden dzień pracy robotnika niewykwalifikowanego. Tutaj bohaterką jest kobieta wymiatająca cały dom w poszukiwaniu zguby. Prawdopodobnie nie jest to przypadek, lecz chęć ukazania macierzyńskiego oblicza Boga. W języku hebrajskim miłosierdzie jest ukazywane m.in. przez słowo rahamim pochodzące od słowa rehem (łono matczyne).
Trzecia przypowieść przedstawia Boga jako Ojca, który szanuje ludzkie wybory, nie zniewala i nie zatrzymuje przy sobie na siłę, lecz pozwala młodszemu synowi odejść, mało tego hojnie go wyposaża na drogę. Czyni tak pomimo tego, że syn postępuje w sposób zdecydowanie niewłaściwy, bezwzględny i bezczelny. Żąda części majątku, która przypadnie mu, ale dopiero po śmierci rodzica. Zachowuje się, jakby mu w domu ojca było źle. Dlatego odjeżdża w dalekie strony, do kraju pogan (nie Żydów, skoro parają się hodowlą „nieczystych” świń). Tam roztrwonił swój majątek żyjąc rozrzutnie, lub w dosłownym tłumaczeniu rozwięźle. Wygląda na to, że dość łatwo stracił majątek, na który nie zapracował. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Może zresztą był rozrzutny i rozwiązły? Wypomni to ojcu, jego starszy brat (roztrwonienie majątku z nierządnicami). Można zapytać, skąd ta rozwiązłość u młodszego syna? Trudno powiedzieć, niemniej w jego osobie mogliby odnaleźć się np. alkoholicy, narkomani, ludzie uzależnieni w sferze seksualnej, hazardziści, zakupoholicy, jedzenioholicy, itp. Ważne jest to, że młodszy syn próbował jakoś ratować sytuację. Poszedł do pracy, paść świnie, niemniej dalej był głodny. Z głodu wyjadał nawet strąki świnkom. Widziałem nie jednokrotnie, jak moja śp. babcia przygotowywała paszę świniom. Była to mieszanina sieczki (posiekanej trawy), mąki, mleka i wody. Widziałem jak świnie rzucały się do koryta, aby zjeść to, co przygotowano. Trudno sobie wyobrazić człowieka, który wyjada tym zwierzętom pokarm, gdyż nie nadawał się do jedzenia dla ludzi. Tymczasem młodszy syn, był tak zdesperowany, że tak właśnie postępował. Ta sytuacja stała się dla niego momentem przełomowym. Przyszła chłodna refleksja; najemnicy w domu ojca mają pod dostatkiem chleba, a on ginie z głodu. A wszystko dlatego, ze zgrzeszył przeciw Niebu (Bogu) i wobec ojca, oraz utracił we własnych oczach godność synowską. Dlatego zrobił odważny rachunek sumienia i… zdecydował się wrócić.
Wybrałem omawianą przypowieść m.in. właśnie ze względu na scenę, w której przyparty do muru przez okoliczności młodszy syn, podejmuje refleksję nad przyczyną swego opłakanego stanu, swoistego dna na którym się znalazł na skutek swoich poczynań. Do wspólnot 12 – krokowych trafiają ludzie zdesperowani, przeżywający silny kryzys spowodowany swoim nałogiem, lub uzależnieniem kogoś bliskiego. Ponieważ są zdeterminowani doświadczanym cierpieniem, podejmują pracę nad programem 12 kroków pod przewodnictwem bardziej doświadczonego członka wspólnoty (tzw. sponsora). Jeśli wytrwale nad nim pracują w nadziei na odmianę swojego życia, to dochodzą też po uznaniu swej bezsilności wobec nałogu (krok 1), uwierzeniu w Siłę Wyższą, która może im przywrócić zdrowie (krok 2) i powierzeniu swego życia Bogu w kroku trzecim, do obrachunku czwartego kroku. Nad poszczególnymi krokami pracuje się w oparciu o tzw. poradniki zawierające komentarz i pytania do poszczególnych kroków, na które odpowiada się pisemnie. Również i w tym tekście znajduje się propozycja pytań do pracy pisemnej i do przygotowania do generalnej spowiedzi w oparciu o dekalog.
Wróćmy do przypowieści. Powracającego z odległych stron syna już od dawna wypatrywał kochający ojciec. A gdy syn był jeszcze daleko, tato ujrzał go na drodze, wzruszył się głęboko, ulitował się, wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyje i ucałował go. Jest to niezwykle dynamiczna i poruszająca serce scena. Być może będący w podeszłym wieku ojciec, wielokrotnie wychodził na drogę wypatrując swego dziecka, za którym tęsknił i cierpiał po jego starcie, niemal jakby umarł. Właśnie w taki sposób tłumaczy swą radość i świętowanie starszemu synowi: „Przecież trzeba się bawić i radować, bo ten brat twój był umarły, a ożył, zaginął, a odnalazł się” (Łk 15,32). Ojciec wypatrywał powrotu syna, dlatego tak żywo, emocjonalnie i wielkodusznie zareagował, gdy go zobaczył jak sponiewierany przez życie wraca do domu. Nie ulega wątpliwości, że właśnie tak Bóg będący miłosiernym Ojcem kocha ludzi zagubionych, poranionych, sponiewieranych i poturbowanych przez nałogi. Chce ich przygarnąć, przytulić do swego serca, opatrywać rany, leczyć. Wydaje się, że sakrament pokuty, powinien być miejscem takiego spotkania miłosierdzia Jezusa z nędzą ludzką. Ale też wydaje się, że potrzeba też katolickich wspólnot dla uzależnionych, w których poczują się zaakceptowani, przyjęci, znajdą potrzebne wsparcie.
Pytania do rozważenia:
1.Czy odczuwałem do kogoś urazę? Do kogo? (wypisz osoby, instytucje) Z jakiego powodu?
2. Czy mam świadomość, że uraza szkodzi, niszczy i zabija mnie a nie osobę/osoby do których je żywię? Czym mam w sobie gotowość, by zrezygnować z prawa do żywienia, podsycania urazy, obwiniania, oskarżania?
3.Czy mam jakieś pretensję, żal, urazę i obwiniam o coś Boga? Jeśli tak, to o co i dlaczego?
4.Czy mam świadomość, że Bóg jest dla mnie dobry, kochający i chce mojego dobra? Czy zdaję sobie sprawę, że obwiniając Go o moje problemy, prawdopodobnie postępuję nieuczciwie i niesprawiedliwie, że Bóg jest niewinny?
5. Czy mam jakieś pretensje i obwiniam samego siebie? Czy ciężko mi sobie przebaczyć?
6. Czy mam świadomość, że Bóg jest zawsze gotowy mi przebaczyć, jeśli Go o to poproszę? A jeśli On mi przebaczył, to ja też mogę podjąć decyzje o przebaczeniu sobie?
7.Czy doświadczyłem wstydu w związku ze swoimi grzechami, nałogiem lub uzależnieniem kogoś bliskiego?
8. Czy doświadczyłem lęku z powodu moich grzechów, nałogu (nałogów)?
9.Czy i jak moje grzechy, nałogi wpłynęły na moje relacje, rodzinę, małżeństwo (brak małżeństwa), dzieci (brak dzieci), pracę (brak pracy), karierę?
10. Czy i ewentualnie jak mój nałóg wpłynął na moja wiarę?
11. Czy noszę w sobie urazę do mojego Kościoła, wspólnoty wyznaniowej, duszpasterzy? Jeśli tak to dlaczego?
Pytania do rachunku sumienia w oparciu o dekalog:
1. Czy stawiałem jakaś inną wartość (np. rodzinę, pracę, naukę, rozrywkę itp.) ponad Boga?
2. Czy wierzyłem we wróżby, horoskopy, zabobony? Czy oddawałem się spirytyzmowi? Czy nosiłem, lub noszę amulety? Czy słuchałem muzyki satanistycznej?
3. Czy uprawiałem jogę? Czy pamiętałem o codziennej modlitwie?
4. Czy z należytym szacunkiem staram się odnosić od osób (kapłani osoby zakonne), miejsc (kościoły, kaplice), rzeczy (dewocjonalia) poświęconych Bogu?
5. Czy dochowuję składanych przysiąg, ślubów (np. małżeńskie, kapłańskie, zakonne),
6. Czy uczestniczę w coniedzielnej i świątecznej Eucharystii?
7. Czy nie wykonuję niepotrzebnych prac w niedzielę i dni świąteczne?
8. Czy modle się za swoich rodziców, czy otaczam ich szacunkiem, wsparciem, czy pamiętam o ich imieninach, urodzinach, świętach (dniu ojca, matki, babci, dziadka)? Czy jestem wdzięczny?
9. Czy nie obwiniam swoich rodziców za moje błędy, nałogi, niepowodzenia? Czy biorę odpowiedzialność za swoje życie?
10. Czy należycie dbam o swoje życie fizyczne (zdrowie), psychiczne (relacje), duchowe (np. modlitwa, życie sakramentalne, rekolekcje, udział we wspólnocie religijnej),
11. Czy nie nadwyrężam swojego zdrowia, przez np. nadmierne jedzenie, nadwagę, palenie papierosów, nadmiar pracy?
12. Czy stosowałem środki wczesnoporonne?
13. Czy dokonałam aborcji? Czy namawiałem kogoś do aborcji?
14. Czy mam jakieś nałogi? Jeśli tak to jakie? Jakie podejmuję działania by się z nich leczyć i odstawić nałogowe zachowania?
15. Czy masturbowałem się, oglądałem pornografię, uwodziłem/uwodziłam, podejmowałem współżycie przed lub poza małżeńskie, wykorzystywałem kogoś seksualnie?
16. Czy coś pożyczyłem i nie oddałem? Czy coś ukradłem? Czy oszukiwałem w płaceniu podatków? Czy nie zatrzymywałem zapłaty pracownikowi? Nie zatrudniałem na czarno?
17. Czy kłamałem, obmawiałem, oczerniałem lub narzekałem?
18. Czy nie pożądałem cudzej żony, męża, dziewczyny, chłopaka, czy nie, rozbiłem swojego i (lub) czyjegoś małżeństwa?
Modlitwa: Panie Jezu, uznaję swoją całkowitą bezsilność wobec uraz, lęków, wstydu oraz innych wad charakteru. Proszę Cię upodabniaj mnie do siebie. Amen.
[1] Por. Słownik języka polskiego, opr. L. Drabik, A. Kubiak-Sokół, E. Sobol, L. Wiśniakowksa, Warszawa 2007, s. 1174-1175.
