V. Zrobiliśmy gruntowny i odważny rachunek sumienia z całego życia - Zagubiona owca i drahma
- Szczegóły
- Kategoria: Warsztaty biblijne Jezus uwalnia i uzdrawia
W pierwszej przypowieści Bóg zostaje ukazany jako dobry pasterz, który dostrzega brak jednej ze stu owiec i wyrusza na jej poszukiwanie, aż ją znajdzie. Już w księdze Rodzaju Bóg szukał oszukanych przez szatana i zagubionych z powodu grzechu ludzi (por. Rdz 3,9). W Starym Testamencie Bóg był ukazywany jak dobry pasterz swojego ludu (por. np. Ps 23). W Nowym Testamencie sam Jezus nazywa siebie dobrym pasterzem. On poświęca swoje życie za swoje owce, które zna i woła po imieniu (por. J 10,13 nn). Żadnej nie spisuje na straty, nikogo nie przekreśla, bo każdy jest dla niego cenny, ważny, jedyny i niepowtarzalny. Dlatego szuka zagubionych, a gdy ich znajdzie wówczas bierze na ramiona i przynosi, ciesząc się z odnalezionej zguby. Jedna z uczestniczek warsztatów „Jezus wyzwala i uzdrawia”, zapytała kiedyś bacę jak to jest z tym poszukiwaniem zagubionych owiec. Ten odpowiedział jej, że gdy się jakaś zagubi, to on bierze siekierę i gdy ją znajdzie, to zabija. Podobno owca, która się oddaliła od stada, gdyby została do niego przywrócona, wyprowadziłaby inne owce. Ojcu niebieskiemu zależy na każdym człowieku, także tym bardzo poranionym, chorym, czy zagubionym, zniewolonym i cieszy się każdym swoim dzieckiem.
Ukazuje to też druga historia o zagubionej drachmie, jednej z dziesięciu. Drachma to odpowiednik denara, czyli wynagrodzenie za jeden dzień pracy robotnika niewykwalifikowanego. Tutaj bohaterką jest kobieta wymiatająca cały dom w poszukiwaniu zguby. Prawdopodobnie nie jest to przypadek, lecz chęć ukazania macierzyńskiego oblicza Boga. W języku hebrajskim miłosierdzie jest ukazywane m.in. przez słowo rahamim pochodzące od słowa rehem (łono matczyne).
Trzecia przypowieść przedstawia Boga jako Ojca, który szanuje ludzkie wybory, nie zniewala i nie zatrzymuje przy sobie na siłę, lecz pozwala młodszemu synowi odejść, mało tego hojnie go wyposaża na drogę. Czyni tak pomimo tego, że syn postępuje w sposób zdecydowanie niewłaściwy, bezwzględny i bezczelny. Żąda części majątku, która przypadnie mu, ale dopiero po śmierci rodzica. Zachowuje się, jakby mu w domu ojca było źle. Dlatego odjeżdża w dalekie strony, do kraju pogan (nie Żydów, skoro parają się hodowlą „nieczystych” świń). Tam roztrwonił swój majątek żyjąc rozrzutnie, lub w dosłownym tłumaczeniu rozwięźle. Wygląda na to, że dość łatwo stracił majątek, na który nie zapracował. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Może zresztą był rozrzutny i rozwiązły? Wypomni to ojcu, jego starszy brat (roztrwonienie majątku z nierządnicami). Można zapytać, skąd ta rozwiązłość u młodszego syna? Trudno powiedzieć, niemniej w jego osobie mogliby odnaleźć się np. alkoholicy, narkomani, ludzie uzależnieni w sferze seksualnej, hazardziści, zakupoholicy, jedzenioholicy, itp. Ważne jest to, że młodszy syn próbował jakoś ratować sytuację. Poszedł do pracy, paść świnie, niemniej dalej był głodny. Z głodu wyjadał nawet strąki świnkom. Widziałem nie jednokrotnie, jak moja śp. babcia przygotowywała paszę świniom. Była to mieszanina sieczki (posiekanej trawy), mąki, mleka i wody. Widziałem jak świnie rzucały się do koryta, aby zjeść to, co przygotowano. Trudno sobie wyobrazić człowieka, który wyjada tym zwierzętom pokarm, gdyż nie nadawał się do jedzenia dla ludzi. Tymczasem młodszy syn, był tak zdesperowany, że tak właśnie postępował. Ta sytuacja stała się dla niego momentem przełomowym. Przyszła chłodna refleksja; najemnicy w domu ojca mają pod dostatkiem chleba, a on ginie z głodu. A wszystko dlatego, ze zgrzeszył przeciw Niebu (Bogu) i wobec ojca, oraz utracił we własnych oczach godność synowską. Dlatego zrobił odważny rachunek sumienia i… zdecydował się wrócić.
