Rekolekcje 12 kroków - Krok 1

Zacznijmy od Kroku pierwszego: „1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec naszego grzechu i problemu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.” Stosunkowo łatwo przyznać się nam, że mamy problemy. Nawet bardzo chętnie narzekamy i sarkamy na rzeczywistość, która potrafi dla człowieka być przygniatająca. Gorzej jest może z grzechem, bo to wymaga uznania swojej winy. Łatwo jest powiedzieć mam problem z małżonkiem, dziećmi, brakiem pieniędzy, ludzkim chamstwem, ze światem po prostu – takim jakim jest, ale trudno nam przyznać, że mamy problemy ze sobą. Trudno nam odczepić się od innych i skoncentrować na sobie. Cóż – zawsze łatwiej bić się w cudzą pierś. Przy pewnej jednak dozie autokrytycyzmu i umiejętności obiektywnego spojrzenia na swoje życie wielu ludzi potrafi powiedzieć: „moja wina – mój problem to ja”. Myślę, że w tym gronie na pytanie, czy ktoś ma jakieś problemy, czy ktoś z nas czuje się grzesznikiem – wszyscy pewnie by podnieśli rękę. Uznanie jednak, że jest się samemu dla siebie problemem nie jest istotą pierwszego Kroku. Istotą jest coś innego. Krok mówi o tym, że wobec tego problemu jesteśmy bezsilni. Uznanie, że ja mam problem, że ja mam grzech to fraszka w porównaniu z tym, że muszę wyznać to, że ja NIC nie mogę z tym zrobić, że to mnie przerasta, że ja się z tym nie mogę zmierzyć. Powiem kolokwialnie: „leżę i kwiczę”. Człowiekowi jest bardzo trudno uznać swoją słabość. Najczęściej mamy do czynienia z takim myśleniem: „Mam problem – to prawda, ale to minie. Wezmę się w garść, zmobilizuje, będę pracował nad sobą, postaram się bardziej, wytężę więcej sił, pojadę na rekolekcje – nawrócę się, od jutra, od Adwentu, od Nowego Roku.” Z tego oczywiście nic nie wychodzi. Nie zmienia to jednak ludzkiego myślenia. Mówimy: „teraz nie wyszło, ale kiedyś przecież wyjdzie, uda się, powiedzie”. Jestem ciekaw czy zastawialiście się nad pewnym paradoksalnym tekstem z Listu do Koryntian: „Kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny”? (2Kor 12,10b) To nie jest żaden poetycki zwrot – to konkret. W greckim oryginale jest to chyba lepiej wyrażone: „kiedy jestem bez siły – wtedy jestem mocny”. To nie sprzeczność – tylko ten może poprosić Boga o pomoc, kto naprawdę uzna, że nic nie może. Chciałbym, żebyśmy dobrze zrozumieli co znaczy słowo nic. Nic znaczy NIC! JEDYNA nasza siła to Bóg. Zanim jednak przejdziemy do kroku drugiego warto w ten rekolekcyjny wieczór zadać sobie pytanie – co jest Twoim problem, co jest twoim grzechem, z czym sobie nie radzisz? Gdy odpowiesz sobie na to pytanie zadaj sobie drugie, które są sercem Pierwszego Kroku: „Czy uznałeś swoją bezsilność wobec tej sytuacji?”