Prawda o Jezusie - Konsekwencje
- Szczegóły
- Kategoria: Poezja
5. Konsekwencje tez T. Węcławskiego
Gdyby tezy prof. T. Węcławskiego były prawdziwe, tzn. Jezus – człowiek zostałby „ureligijniony” i w ten sposób podniesiony do osoby Boskiej, to wtedy: upada nauka o Trójcy Świętej, męka Jezusa staje się tylko nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności i nie miałaby zbawczego wymiaru, sakramenty byłyby pustymi obrzędami bez znaczenia, Kościół tylko instytucją, opierającą się w najlepszym razie, na totalnym błędzie, (jeśli nie na kłamstwie) wynikającym z „frustracji” apostołów i skomplikowanego procesu historycznego. Cały gmach chrześcijaństwa opiera się na prawdzie o Trójcy Świętej i wcieleniu Syna Bożego. Jeśli zakwestionuje się Bóstwo Jezusa, cały ten gmach rozsypuje się w gruzy[13]. Idąc dalej, doświadczenie świętych, doktorów Kościoła, mistyków, takich jak św. Jan od Krzyża, św. Teresa z Avilla, w. Teresa od Dzieciątka Jezus, bł. Anna Katarzyna Emmerich, czy św. s. Faustyna Kowalska, itd., trzeba by uznać za złudzenie, iluzję, chorobliwe urojenia, cuda Eucharystyczne, stygmaty, za niewyjaśnione zjawiska, itp. Kontynuując, cześć wobec Syna Bożego w postaci, np. nabożeństwa do serca Jezusowego, czy kult Jezusa Miłosiernego, byłby czymś bezprzedmiotowym, nieuzasadnionym, po prostu bałwochwalstwem. Muzułmanie więc mieliby rację uznając chrześcijan za politeistów i bałwochwalców. Pierwsi chrześcijanie oddawali swoje życie za wiarę w Bóstwo Jezusa, która była dla nich nie do pogodzenia z kultem np. cesarza. Jeśli Jezus nie jest Bogiem, to byli w błędzie, ich ofiara była czymś nie potrzebnym i daremnym… Obecnie w krajach islamskich chrześcijanie są prześladowani. Wystarczyłoby wyrzec się wiary w Syna Bożego i mieliby lżejsze życie. Nawiasem mówiąc, R. Cantalamessa pisze, iż gdyby Jezus nie był Bogiem, to chrześcijaństwo nie wiele różniłoby się od … islamu (nie ma Boga poza Allahem, a Mahomet jest jego prorokiem). Podstawowe wyznanie wiary, brzmiałoby wtedy: nie ma Boga poza Jahwe, a Jezus Chrystus jest Jego prorokiem[14]. Ten artykuł pisałem w wielką środę. Jeśli Jezus nie jest Synem Bożym, to liturgia w ogóle i liturgia Triduum Paschalnego jest czymś pustym i jakimś nieporozumieniem… Trudno się zgodzić z twierdzeniem T. Wecławskiego, iż uznanie Bóstwa Chrystusa, neguje, lekceważy, czy pomniejsza Jego człowieczeństwo[15]. Prawie nikt nie neguje historyczności Jezusa i co za tym idzie, jego człowieczeństwa. Zwłaszcza w teologii „zachodniej” to człowieczeństwo podkreśla się w tzw. "chrystologii oddolnej”, medytuje, kontempluje zwłaszcza w tajemnicach wcielenia i odkupienia, ale też czasu dzieciństwa, czy publicznej działalności, np. w rekolekcjach ignacjańskich, rekolekcjach lectio divina, w modlitwie różańcowej, w nabożeństwach drogi krzyżowej, gorzkich żali, czy drogi światła. Człowieczeństwo nie jest zamaskowane Bóstwem. Jest jednak zrozumiałe, że inny wymiar ma odkupieńcza śmierć Syna Bożego za całą ludzkość, a inny męczeńska śmierć niewinnego człowieka, jednego spośród wielu. I jedno i drugie jest tragiczne, ale znaczenie jest z pewnością diametralnie różne. Trudno przyjąć, aby Kościół przez ok. dwa tysiące lat żył w błędzie, a T. Węcławski odkrył prawdę… Raczej jest na odwrót, choć profesor jest prawdopodobnie niestety mocno przekonany o słuszności swoich tez.
