Nadzieja Wielkiej Soboty - Zstąpienie do otchłani

 

1.Zstąpienie do otchłani

W Wielką Sobotę, jak wspomniałem, ciało Jezusa pozostaje w grobie, a Jego dusza zstępuje do otchłani (inaczej szeolu, krainy umarłych) i uwalnia wszystkie dusze ludzi, którzy starali się dobrze żyć na ziemi, postępując według Bożego prawa, modląc się, żałując za grzechy, czyniąc dobro itp. Nie mogli oni jednak cieszyć się oglądaniem Najwyższego twarzą w twarz, ponieważ grzech pierworodny i grzechy osobiste, oddzielały ich od Niego. Pan Jezus wyprowadził te dusze do Nieba. Było ono niejako „zamknięte”, z powodu grzechu pierwszych ludzi, który spowodował zerwanie życiodajnej więzi z miłującym Stwórcą i oddzielenie ich od Niego, zarówno za życia jak i po śmierci. Dusze ludzi bogobojnych, z jednej strony nie cierpiały mąk rozpaczy wiecznego oddzielenia od Boga, będących udziałem tych, którzy za życia definitywnie odrzucili miłość i prawa Trójjedynego, ale z drugiej strony, nie mogły radować się przebywaniem z Nim w Niebie.

 Dotykamy tu prawdy wiary zawartej w starożytnym Symbolu Apostolskim („Wierzę w Boga Ojca wszechmogącego…) wyrażonej słowami mówiącymi o tym, żeChrystus umęczon pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebią, zstąpił do piekieł…” (łac. descendit ad inferos). Łacińskie słowo inferos znaczy tyle co zmarli. Dla Żydów nie istniał podział na niebo, czyściec i piekło, lecz wierzyli oni w tzw. szeol, czyli krainę umarłych, gdzie trafiały po śmierci dusze wszystkich ludzi bez względu na sposób postępowania za życia. Nie oznacza to jednak, że ich los był identyczny, o czym świadczy np. przypowieść Jezusa o bogaczu cierpiącym w otchłani i Łazarzu odpoczywającym na „łonie Abrahama” (Łk 16,22-26; Katechizm Kościoła Katolickiego - KKK 633).

Tak więc Kościół Katolicki na podstawie Pisma Świętego nauczał i naucza, że Jezus nie zstąpił do piekła, aby wyzwolić potępionych, ani żeby zlikwidować piekło potępionych, ale by wyzwolić sprawiedliwych, którzy Go poprzedzili (Synod Rzymski (754 r.), Benedykt XII, Klemens VI; KKK 633).  Chodzi z jednej strony, o to, że piekło ma charakter definitywny - kary wiecznej, będącej skutkiem odrzucenia Bożego miłosierdzia przez ludzi zatwardziałych w grzechach. Z drugiej strony idzie o to, że nie można sobie zapracować na niebo przez własne wysiłki i starania. Gdyby tak było, to wcielenie, a zwłaszcza ogromne cierpienie, męka oraz śmierć Syna Bożego, byłyby niepotrzebne. Nikt nie może sam, o własnych siłach siebie wybawić od skutków grzechu pierworodnego jakim jest zraniona ludzka natura, skłonność do zła wyrażona poprzez potrójną pożądliwość ciała, oczu i pychę (por. 1 J 2,16). Nikt też sam nie może sobie ofiarować nowego życia w łasce, które jest darem Ducha Świętego wysłużonym przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Podobne rozumienie tej tajemnicy zawarł Jana Paweł II w swoich katechezach środowych poświęconych komentarzowi wyznania wiary.

 Zatrzymałem się nad tym dłużej, gdyż jednej strony artykuł o zstąpieniu Syna Bożego do „piekieł:” jest nie zrozumiany, lub nie właściwie rozumiany i wyjaśniany. Te niewłaściwe interpretacje pojawiają się także wśród teologów katolickich i to będących duchownymi. Piszę o tym, ponieważ się z taką błędną interpretacją spotkałem w katolickim czasopiśmie, czy książce napisanej przez katolickiego teologa.

 Z drugiej strony Niebo wydaje się niekiedy nagrodą która „należy” się za dobre sprawowanie, dobre uczynki, postępowanie według przykazań… Tak jakbyśmy mogli sami o własnych siłach bez wydatnej pomocy łaski Bożej, się zbawić. Chodzi tu o działanie Boże, które jest podstawą naszego usprawiedliwienia, a nie jedynie jakimś dodatkiem do naszych wysiłków…

Piszę o tym, gdyż właśnie dar nowego życia otrzymywany na chrzcie, umacniany w sakramencie bierzmowania oraz Eucharystii jest treścią Wielkanocnej liturgii odprawianej w wielkosobotni wieczór.